Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


małem od pewnej młodej damy, której oddałem drobną przysługę, a której pamięć równie droga mojemu sercu, jak pamięć o mojej matce.
Cyganka roześmiała się cokolwiek złośliwie, a powiedziawszy: „Oj! młodość, młodość!“ — pogroziła mi palcem; zwracając mi następnie medalion, chciała wymówić, co jej kilka razy powtórzyłem: „Nuestra Seniora del Częstochowa“, ale wyrazu „Częstochowa“ w żaden sposób wymówić nie mogła.
Kiedy już zacząłem z łóżka się podnosić, moja gospodyni przysposobiła mi ubranie swojego młodszego syna, mulnika, które dosyć dobrze pasowało do mojej figury. Kiedym je po raz, pierwszy wdział na siebie i przejrzał się w lustrze, nie mogłem się wstrzymać od śmiechu, widząc się przeistoczonym w jakiegoś cittadina hiszpańskiego. Wtedy stara, usilnie mi zalecała, abym, broń Boże, nie otwierał żaluzyi u okien, bo złych oczu jest wszędzie pełno, które wszystko śledzą i wszędzie się wciskają, a raz powzięte podejrzenie, że w tem mieszkaniu może się kto ukrywać, mogłoby zgubić nie tylko mnie, ale i całą jej rodzinę. Uspokoiłem Cygankę zapewnieniem, że się ściśle do jej przestrogi zastosuję.
Kilka dni tak przeszło. Rana moja zaczęła się powoli zabliźniać i sił mi z każdym dniem przybywało, a powietrze, które przez otwarte okna, do komnaty mojej wchodziło, było takie świeże, aromatyczne i orzeźwiające, że mi się dusza rwała do tych przestrzeni, z których w pierś moją takie spływały balsamy. Odosobnienie moje i zamknięcie jakby w więzieniu stawało mi się z każdą chwilą coraz nieznośniejsze. Nie widzieć ani ludzi, ani cudownej natury, to zdaje się gorsze, niż śmierć, dla człowieka; czuć, że wiosna jest w pełnym rozwoju, i że mnie od niej dzieli tylko wątła zapora, to trzeba było nad-