Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wymijające, a właściwie, skończywszy opatrunek ran moich, szybko się oddaliła, żeby mi tym sposobem odjąć możność robienia zapytań.
Przez parę dni następnych, i to w godzinach ściśle oznaczonych, po kilka razy dziennie widywałem moją i Cygankę. Przynosiła mi napoje chłodzące, jedzenie i opatrywała moją ranę, unikając o ile można wszelkiej ze mną rozmowy; to mnie nareszcie zniecierpliwiło i postanowiłem bądź co bądź wybadać ją, by czegoś się nareszcie dowiedzieć. Zdawało mi się z początku, że stara jest ograniczona, ale przekonałem się następnie, że jej nie brakło ani sprytu, ani zdrowego rozsądku, trzeba się więc było zabrać do niej zręcznie i ostrożnie. Dodać tu winienem, że moje siły, acz powoli, z każdym jednak dniem się poprawiały.
Trzeciego dnia, gdy przyszła rano mnie opatrzyć i gdy skończyła tę czynność, przytrzymałem ją za rękę i rzekłem:
— Senioro, ja już dłużej w łóżku wyleżeć nie mogę, postanowiłem dzisiaj wstać i sił spróbować.
— To niepodobna!
— Dlaczego?
— Bo jeszcze nie masz sił dostatecznych, a wszelkie zrywanie się przedwczesne może ci zaszkodzić i wyzdrowienie na długo przewlec.
— A więc mam jeszcze w łóżku pozostać?
— Tak, choćby cały tydzień, a co już najmniej to ze dni cztery.
— Ach! to ja się tu zamęczę od samej bezczynności. Przynieś mi choć przynajmniej jaką książkę, bym czytaniem mógł sobie czas skrócić.
— Książka nie jest dobra, bo potrzebujesz spokoju ciała, a więcej jeszcze spokoju ducha.