Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bić naród, który miał też same, co i my, dążenia, t. j. bronił swej wiary i niezawisłości, do których był fanatycznie przywiązany. Nic też dziwnego, że cała moja sympiatya była dla zwyciężonych, którzy i dzielnie broić się i zachować godność swą w nieszczęściu umieli.
Kiedy nasz orszak ceremonialny szedł przez miasto do kościoła N. P. Maryi del Pilar, ulice były puste, jakby całe miasto wymarło; żadna flaga nie powiewała z balkonów, we wszystkich oknach „cortinas“ były pozapuszczane; być może, że gdzieś z poddaszy, lub przez szpary zasłon jakie ciekawe oko śledziło nasz pochód, ale dlatego tylko, aby nam ciche przestać przekleństwo, lub ostrzyć noże do nowej walki, gdy się sposobność nadarzy. Plac przed kościołem był pusty, a w kościele ci tylko, którzy obowiązkiem byli znagleni znajdować się na tej ceremonii, a prócz tego zaledwie kilka kobiet, z tych, u których kwaterowali wyżsi oficerowie, i niejako je zmusili do wzięcia udziału w tej uroczystości.
Jeszcze przedtem, jak tylko kapitulacya została podpisana, nie zważając na niebezpieczeństwo, na jakie się narażam, ruszyłem zaraz do miasta, aby ów pałac odszukać, w którym poznałem Manuelę, sądząc, że od mieszkańców jakieś bliższe powezmę szczegóły. Wprawdzie ów dom odnalazłem i brama od ulicy była otwarta, ale, przebiegłszy wszystkie komnaty, żywej duszy me spotkałem. Ślady tylko ostatniej walki były na każdem miejscu widoczne; nawet kilka trupów, dotąd nieuprzątniętych, w komnatach leżało.
Udało mi się nareszcie przytrzymać jednego z sąsiadów tego pałacu, ale zaledwie tyle mogłem się od niego dowiedzieć, że ów pałac należał do jednej z najdawniejszych rodzin aragońskich; że właściciele stale mieszkali w Madrycie, od czasu tylko do czasu nawie-