Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Zawsze to człowiek — rzekłem — któremu w nieszczęściu współczucie się należy. Ja go przyjmę do mojej komory.
Sierżant nic nie miał przeciw temu. Kazałem podać sobie światło, wezwałem mnicha za sobą i drzwi zamknąłem.
Gdyśmy się znaleźli sami, przemówiłem do niego po hiszpańsku, żeby wziął część słomy z mego posłania i w drugim kącie izby usłał sobie legowisko.
Mnich tymczasem poprawiał swoje poszarpane odzienie i, zamiast mi podziękować za moją uczynność, odezwał się słowami gorzkiego wyrzutu:
— Jak pan mogłeś pozwolić na takie znęcanie się nade mną żołnierstwa. To wstyd, to hańba!
— Ależ — rzekłem spokojnie — ja nie miałem prawa temu przeszkodzić.
— Przecież pan jesteś oficerem od warty.
— Mylisz się, mój księże — odrzekłem — ja jestem tak samo, jak i ty, aresztowany.
Widząc, że te słowa zrobiły na nim wrażenie, dodałem:
— Ale nie za żadne łotrostwo, tylko za sympatyę, jaką okazałem dla waszego narodu.
Te słowa uspokoiły Hiszpana i odrazu zmieniły jego względem mnie usposobienie. Zaczął mi dziękować, żem go wyrwał ze szpon żołdactwa, i stał się zaraz skłonniejszym do rozmowy. Na pytania odpowiadał krótko, zwięźle, ale przyzwoicie; wydał się mi nawet człowiekiem więcej wykształconym, aniżeli ogół duchowieństwa hiszpańskiego i niżeli to z pozoru przypuszczać mogłem. O swojem aresztowaniu opowiadał prosto, że, w czasie ataku zmuszony ustąpić z klasztoru, za nadejściem nocy chciał do niego powrócić, tem więcej, że go zapewniano, że klasztor przez nasze wojska, nie jest zajęty, ale po