Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zaraz z błędu, oświadczywszy, że tylko obowiązki ludzkości skłoniły mnie do tego porozumienia, a siły mam więcej, niż dostateczne do obrony i utrzymania zajętego stanowiska. Zdziwił się niepomału, widząc taką ilość moich żołnierzy; nie umiał sobie bowiem wytłómaczyć, jakim sposobem w takiej liczbie znaleźliśmy się w pałacu. Bylibyśmy nie przyszli do żadnego porozumienia, ale Hiszpanka, wziąwszy go na stronę, szepnęła mu kilka wyrazów. Po tej rozmowie też stał się dla mnie w grzeczności uprzedzającym i przystał na wszystkie z mej strony podane warunki. Te były następujące: zawieszenie walki na dwie godziny i odniesienie kapitana i dwóch żołnierzy ciężko rannych, którzy spiesznej lekarskiej pomocy wymagali, do najbliższego wojsk naszych posterunku, a za to — możność zabrania rannych Hiszpanów i ciała zabitego starca, oraz uwolnienia Hiszpanki.
Wieczór się już ciemny robił, gdy przybyli ludzie z noszami; zabrali rannych i swoich i francuskich, do których konwojowania dodałem im paru moich żołnierzy; jedne zaś nosze, okryte czarnym całunem, skierowano do sypialnej komnaty. Z temi noszami udała się Hiszpanka, na górę. Kiedy czworo ludzi niosło na dół ciało i powrócili moi dwaj żołnierze, którzy konwojowali rannych Francuzów, z oświadczeniem, że oddani zostali, podług urnowy, kazałem otworzyć bramę, aby przepupuścić kondukt pogrzebowy. Wtenczas przybliżył się do mnie jeden z żołnierzy i szepnął mi do ucha:
— Ale, panie paruczniku, oni tam więcej niż jednego wynoszą.
— A cóż nam to szkodzi? — rzekłem. — Niech sobie i wszystkie trupy zabiorą. Nie będą nam przynajmniej zarażać powietrza.