Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rzeczywiście, wsłuchawszy się, nie ulegało wątpliwości, że w domu, w którego piwnicach przebywaliśmy, na górze zawzięta toczyła się walka. O ile się mogłem pod ziemią zoryentować, byliśmy daleko posunięci ku środkowi miasta. Nie mogłem jednak zrozumieć, jakim sposobem w tem już miejscu znaleźć się mogły nasze oddziały. Powodowany ciekawością, a więcej jeszcze obowiązkiem niesienia pomocy któremu z oddziałów, będącemu w krytycznem położeniu, postanowiłem iść naprzód, tem więcej, że w niepewnym dla siebie razie odwrót miałem zapewniony.
Mając przy sobie osiemnastu ludzi, po wyważeniu drzwi, prowadzących na schody, sformowałem kolumnę i, z największą ostrożnością postępując po schodach, wyszliśmy wkrótce na dziedziniec wewnętrzny jakiegoś pałacu.
Leżało na nim parę trupów hiszpańskich. Przy bramie uwijało się kilku żołnierzy francuskich. Wrota od dziedzińca były uchylone, Francuzi barykadowali wrota od ulicy, na której zgiełk i strzały dowodziły, że atak na wrota silnie był popierany. Stary sierżant, mający twarz krwią zbroczoną, oparty o bramę, wydawał rozkazy. Gdy nas wchodzących zobaczył i poznał, kto jesteśmy, rozjaśniło mu się jego oblicze. Podnosząc też kaszkiet w górę, zawołał:
— Niech żyją Polacy!
Na co odpowiedziliśmy okrzykiem:
— Niech żyją Francuzi!
— Jak się masz,, stary? — rzekłem, zbliżywszy się do sierżanta. — Musisz być cierpiący, boś mocno zakrwawiony.
— To bagatela, tylko draśnięcie!... ale w porę nam tu przybywasz, kapitanie. Ja bronię bramy, ale mi już