Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Była pewnie godzina trzecia po południu, kiedy ostatecznie wyparowaliśmy nieprzyjaciela z poddasza. Sił nam już zabrakło, tak byliśmy trudem wycieńczeni.
Zwycięstwo nasze nie było tanie: zdobycie domu wraz z poprzedniemi dnia tego stratami kosztowało pięćdziesięciu ludzi w zabitych i rannych. Zażądałem też posiłków. Nowy oddział zajął moje stanowisko, ja z resztą moich ludzi rozłożyłem się w domu świeżo zdobytym, a osadziwszy tylko poddasze, reszcie kazałem posilić się i wypocząć.
Żołnierz, był wprawdzie strudzony, ale na duchu nie upadał. Z pola walki dochodziły nas od czasu do czasu, wprawdzie pomyślne, ale przesadzone wieści. Mówiono, że Arabal zdobyty, most na Ebrze zerwany, kościół Najświętszej Panny Maryi del Pilar w ruinie, że oddziały nasze na całej linii przeszły szerokość Cosso i w jądro miasta wkraczały. Żołnierz instynktowo zgadywał, że zbliża się koniec jego cierpień, robił więc z siebie poświęcenie i nie żałował wysileń, byle tylko raz skończyć z tem niemającem dotąd przykładu oblężeniem.
Noc bezsenna i tylogodzinna walka tak mnie znużyły, że prawie na nogach utrzymać się nie mogłem. Potrzebowałem spoczynku. Znalazłszy na jednem piętrze jakieś legowisko po Hiszpanach, rzuciłem się na nie i z utrudzenia zdrzemnąłem. Może drzemałem tak z pół godziny, gdy naraz wpadł jeden z żołnierzy z krzykiem:
— Panie poruczniku! panie poruczniku! skarby znaleźliśmy!
— Co?... jak?... Daj mi pokój ze skarbami.
— Ale panie poruczniku! wszystko tam na gwałt leci.
— Gdzie?