Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Od strasznéj groźby cała truchleje,
Błaga, zaklina, rzewne łzy leje.


∗                ∗

„O! jakże patrzysz na mnie grobowo,
Odwróć twe oczy! Biadaż mi, biada!
O! każde groźne, coś wyrzekł słowo,
Jako jad zimny na mnie upada.
Straszneż to żarty, co nic nie znaczą?...
Więc nie rozczulą cię łzy niewinnéj?
Zmiłuj się! powiedz! powiedz jak płaczą
Kobiety w twojéj stronie rodzinnéj?
Umrzeć! by zemście uczynić zadość!
Umrzeć tak młodo! Daruj mi życie!
Powiedz, czy wiesz ty, co znaczy radość?
Byłżeś kochany w życia rozkwicie?”
Lecz Chadży milczy, stoi ponury,
A czoło jego osiadły chmury...


∗                ∗

„Litościm w oczach twych nie ujrzała,
Mimo rozpaczy, łez i prośb tyle...
Zmiłuj się! czekaj, czekaj o Ałła!
Jeszcze godzinę! jeszcze choć chwilę.”


∗                ∗

Wtém miecz zabłysnął, cios jeden, drugi...
I spadła głowa. Wnet z krwawéj strugi