Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nic na téj drodze i gieniusz nie wskóra,
Natura! panie, natura! natura!


Uczeń

Jużem się o tém nasłuchał nie mało.
Kiedym się na tę drogę rzucał śmiało,
To mojéj duszy było coraz błożéj,
Czasem się nawet udało niezgorzéj;
Lecz ileż razym trudził się daremnie,
A wtedy boleść, rozpacz, wrzały we mnie!
Więc już się na to więcéj nie ośmielę,
Bo tylko czasu zmarnowałbym wiele.
W księdze natury karty zbyt olbrzymie,
Słowa — zagadką; w nich myśl boża drzémie.


Miłośnik (odwracając się).

Nie ma talentu! widzę jak na dłoni!
Więc próżno radzę, tylko czas się trwoni.


Uczeń (siada).

Nic nie znać pracy, a robiłem tyle!
Ha! trudna rada, więc zacznę na nowo.

(Nadchodzi drugi mistrz, ogląda jego pracę i odwraca się, nic nie powiedziawszy).

Proszę cię mistrzu, pozostań na chwilę,
Przynajmniéj jedno racz wymówić słowo;
Ono mnie zawsze raduje, zachwyca,
I żądzę wiedzy tak błogo nasyca!
Możem dla wątłych sił tego nie godzien,
Lecz mam chęć szczerą i naukim głodzien.