Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A gdy dłoń daléj pracować nie może,
Wstaję i błędném patrzę na wzór okiem,
Jak gdyby można coś wykonać wzrokiem!
Jakbym był w więzach, bez ruchu tak stoję,
Głowa ma płonie, żar tli ciało moje!...
Mimo to wszystko, któż ból mój wypowié?
Nie mogę zrównać oryginałowi:
Co tam swobodą i życiem oddycha,
U mnie tak zimne, martwe i bezwładne;
Co tam czaruje wdzięcznie się uśmiecha,
U mnie jest takie śmieszne i szkaradne;
Co tam przejrzyste i jasnością błyska,
Tu do starego podobne garnczyska!...
Brak mi wszystkiego, oprócz dobréj woli.
A jeszcze bardziéj, srożéj mnie to boli,
Że, co mi braknie, to sam wiem dokładnie.


Mistrz (zbliżając się, ku uczniowi).

Twoja robota wygląda dość ładnie,
A jaka wierna! snadź pracujesz pilnie.
Widzisz, com mówił, tom rzekł nieomylnie:
„Im więcéj mistrz się do pracy pobudza,
A sztukę kocha, czasu nie mitręży,
Tém większe zawsze przeszkody zwycięży.”
Niech nic zapału twego nie ostudza,
A o czém wątpisz, z czasem ci się uda;
I wszelka trudność zostanie zwalczona,
Każdego celu wtedy się dokona,
Bo wszak żelazna wola tworzy cuda!