Strona:PL Wyspiański - Warszawianka.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


u szczytu rycerskich chwał,
głos nieszczęścia twój stawa przedemną

(wszyscy zabierają się do wyjścia; generałowie czekają, na Chłopickiego się oglądając; zewnątrz pobudki odmarszu)
PAC

Generale czekamy, czemuż to odwlekasz? —

CHŁOPICKI

Albożem wodzem, ty mnie tam iść nie każ. —
Kto wódz naczelny? Książe! — to idźcie do niego.

PAC

Zwlekaniem dosyć już czyniłeś złego.
Wszekżeż, po prawdzie, tyś jest wódz jedyny;
niechże nie będzie klęski z twojej winy; —
skoroś raz objął władzę, — czemuś składał — —?

CHŁOPICKI

Czart mi odebrał ją i czart ją nadał.

PAC

Przeklęty kto, jak mieczem, berłem władał

CHŁOPICKI (nagle)

Znajcież wy, kto ów wódz,
jak nagły piorun, jak błysk;
półbogi wojenne go wiodą,
przed nim i za nim gromy.
On Mars, on Duch widomy,
leci zwalać i zmódz.
Gdzie ręką skinie, — tłum,
szczęków, tententu szum.