Strona:PL Wyspiański - Warszawianka.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


CHŁOPICKI
(czując jej wzrok; stoi nieruchomo, nieco odwrócony)

Trzebaż więc było, bym tę spotkał dzisiaj,
w której serce zmierzony cios najsilniej godzi!
cios, który sam jej bezwiednie zadałem.
Czemuż tak szybko, tak lekko zbywałem
jej amanta, — a dzisiaj poznaję ją samą,
tę, która śpiewa chwałę, dumę naszą
ustami, co niedługo przeklinać mię będą; —
O Śmierci! jak skwapliwie grabisz nam kwiat młodzi

ANNA
(równocześnie gra muzykę refrenu)
LITERAT
(zbliża się do klawikordu, opiera się z pozą, daje takty)
(rozmowa ogólna)
CHÓR

»Hej kto Polak na bagnety
żyj swobodo, Polsko żyj.
Takiem hasłem cnej podniety
trąbo nasza wrogom grzmij

(melodya)
(W czasie śpiewu wchodzi żołnierz, stary wiarus, prosty szeregowiec z dywizyi generała Żymirskiego, wchodzi zbłocony, schlapany, oprószony śniegiem; — rozstępują się;... on staje w odstępie dwu kroków od generała, salutuje...
Chłopicki nie patrząc wyciąga rękę; żołnierz podaje mu pismo; Chłopicki czyta w milczeniu i oddaje młodemu oficerowi, który pismo chowa w zanadrze; — Na klawikordzie grają teraz: melodyę