Strona:PL Wyspiański - Warszawianka.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MARYA

Źle, że się w sercu mojem lęk panoszy
i w usta mi kamienne słowa tłoczy.
Mojej się duszy sen złoty pustoszy

CHŁOPICKI

Niechajno panna chwilę popatrzy mi w oczy.
Szkoda, że źrenic ognie, jakby łez mgła mroczy.
Ten włosów zaplot, głowy uczesanie
wysokie, rysy ostre, namiętne i dumne,
postawa smukła, gęsta, zachowanie,
niski tęmbr głosu,... brzęk o srebrną trumnę, — —
niezwyczajnie równają się dla mnie z obrazem,
gdym w Fonteneblo w parku, z Kniaziewiczem razem,
Józefinę, cesarza żonę ujrzał, — ach rumieńce!?
— — No, nie dla rumieńca, mówiłem,
panienko, jak wam ładnie; wcale się nie winię,
żem twarz bladą okrasił ponurej Korynie; —
Imperatorowa
twarz chętna smutków obłóczyła chmurą,
skwapliwie chłonąc, co żal w serce wiodło:
zwoływała nieszczęście drugim. — — —
— Komuż to panienka źle wróży — — ?

MARYA

Moje trwogi zna dotąd tylko moje serce;
niech w mem sercu zostaną dla mnie;
bodaj tylko mnie samej

(osuwa się ku siostrze na krzesło, powoli siadając; grupują się wkoło niej inne osoby).
CHŁOPICKI
(patrząc na nią chwilę, — poczem wołając)

Do mnie dyżurny