Strona:PL Wyspiański - Sędziowie.djvu/68

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Mnieś zabrał dziecko moje.
    Jahweh! Jahweh!
    Mój skarb, u moich stóp. —

    Przysięgi Twoje: kłam.
    Przeczżeś przysięgał nam,
    że ziemi władztwo dasz?
    Ty Bóg! — Ty był nasz!
    A oto walisz twe proroki
    i bijesz syny?
    Ty Bóg, coś zwalał Filistyny,
    dla nas prawując wyroki;
    coś się zatulał w obłoki
    na Horeb, na Synai
    płomienną szat kolumną,
    jak wódz; coś wały morskie kroił.
    Przed Tobąże padał na twarz
    mąż, co zdrojem ze skał
    w spiekotę pustynną poił.
    Jahweh! Jahweh!
    Za ciężki mój grzech
    upadam w proch, na kolana,
    i głową uderzam o próg.
    Jahweh! Ty Bóg.
    Wszechmocność posiadasz Pana.
    Ty, coś Twego sługę Abrahama
    powołał przed stos ofiarny
    i żądał ubroczyć pierwaka,
    spłodzonego z Sary Izaaka,
    wejrzyj na dom mój cmentarny,
    gdzie wybiła śmiertelna godzina