Strona:PL Wyspiański - Legenda.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

jak nocne wodzi śpiewy
i miecz rdzawy wybiela
na piachu,
na wybrzeżu:
»lela, lela,
Weles świecący stój,
lela,
póki noc długa,
Wój krak miłosny mój!
Jutro będę pracować,
dalej ze rdzy miecz kować,
holela, dziś całować,
dzisia kochać«.
(Tu się zdrzemnęli grajcy starzy
ku lirom głowy chylą;
coś im się widzi, coś się marzy,
coś zjawy im się mylą.

Coś przed oczyma im się snuje,
jako marzenie senne,
a głowy, gęślą kołysane,
już ciążą, jak kamienne.

Że jacyś wielcy woje idą
we szatach powłóczystych,
że się nad starcem, wojem chylą,
parom podobni mglistym.

Że z toreb jabłka biorą krase
i woń się staje miła,
woń, jako kiedyś w letnym sadzie,
gdy pora żyzna była.