Strona:PL Wyspiański - Kazimierz Wielki.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


LXXXV.

Stałem się Duch, modlitew wskrzeszon cudem
a strzęp mych szat powionął nad ich głowy,
gdym ja w koronie widmo gadał z ludem,
cienie po baszcie chwiejąc wawelowej
olbrzymie! snać-że byłem wielkoludem; —
dreszcz przez nich biegł, poczuli dech grobowy.
— Biłem w nich krzykiem mej piersi spróchniałej
a echo się po Polsce niosło całej,

LXXXVI.

»Pomstę mi dajcie, wy ludzie pogrzebni!
Pomstę za moje wezgłowie we strzępach!
Nam, co jesteśmy żywota potrzebni,
co się tułamy w urwiskach i kępach.
Spomóżcie wy karmazyny i wy zgrzebni
przechować klejnot chwał w ruin ostępach;
w gruz rozsypują się węzły korony
i spokój grobów święty naruszony«.

LXXXVII.

»Sędzie na światła dzień moje oblicze
zwlekli, żem moją wielkość uznał marność.
Sumienie przetrząsali tajemnicze,
stawiąc je przed wiekowych Sądów karność;
nawet tajone uczynki zbrodnicze
i moję tę przemyślną gospodarność.
I wstyd mój ojca odkryli przegniły
i gady, które w piersiach miąższ stoczyły.