Strona:PL Wyspiański - Kazimierz Wielki.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


LXXIX.

A potem inne gromadzą się rzesze
ptasie; kraczące chmarami złowrogie,
świergotne czyże, jaskólce podstrzesze,
żórawne hufce, wronie roty mnogie —
i polatują i krążą z wysoka
złe-duchy, które nocna rodzi Mroka; —
aż naraz we mnie uderzają wrogie
wrzaskiem i krzykiem strasząc i złorzecząc
a jako widma Piekieł, nikną lecąc.

LXXX.

Tylko się śpiący we snach przelękali
i ciężko dysząc, robili piersiami
i widać było, jako na snach łkali,
straszeni duchów czarnemi lotami.
I już się grozą z legowisk zrywali.
Ale już serce w nich czarem zmienione;
krzywd niepamiętne bratnich, podniesione,
więc się ocknięci krzyżami żegnali:
AVE MARYA † CHRYSTE † DUCH NAD NAMI.

LXXXI.

W kościele, w katedrze, przed trumną Świętego
grobowa moja korona,
świat złoty i berła kawałek kruchego,
na ołtarz położona.
Lud idzie i szepce: «dyjadema Jego,
spuścizna, wywyższona«.
Szkarłatem święty stół pokryty,
stróżami srebrne monolity,
a trumna im więzgnie w ramiona.