Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 1.djvu/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dalekie morza, nie tonęło w uroczyskach borów, gwiazd nie pytało o milczące zagadki. Jego wyobraźnia była posłuszną córką uczucia i najzwinniej sunęła wstecz, po nitce dziejowej jednego tylko kraju. Modnemu oryentalizmowi złożył dań w „Śpiewaku z oazy“ i w wierszu „Jeniec“, pozatem, prócz dwóch urywków starożytnych, granic polskich nie przekroczył marzeniem. Poezya nie była mu modlitwą piękna, bo piękno dla niego to tylko złoty szlak ku dobru. Przyszłość uśmiechała mu się jako realizacya dobra, przeszłość nęciła jasnemi oazami cnót na tle okrucieństw minionych. Dla niego poezya nie była „ponad tem wszystkiem, co początek bierze w ciężkiej i dusznej życia atmosferze — jaśniejszą sferą, będącą ziemskiej tęczowem odbiciem“ — jak powiada Asnyk, ale była czarodziejką, pod której różdżką budziły się w drętwej masie uczucia drzemiące. On nie był i nie chciał być „mistrzem“. To dla innych, szczęśliwszych ludów. On wyznawał całem sercem wiarę tych, co nam wpoili, że „pieśń,