Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ROZDZIAŁ XII.




Nietylko majątek otrzymuje się w spadku.


Stopniały śniegi i lody, a wiosna poczęła odradzać ziemię. I znów stara puszcza ożywiła się gwizdaniem kosów, gruchaniem gołębi, tokowaniem cietrzewi. Zieleń przyodziała drzewa, oraz smugi; zakwitły białe i modre kwiaty; stary, opalony dąb puścił z konarów swoich pąki. Jastrzębie, podobnie jak inne ptaki, zbudowały sobie gniazda; bandy wilków rozpierzchły się na wszystkie strony, oddały się wychowywaniu potomstwa.
Coraz więcej kwiecia mnożyło się w boru, coraz więcej zieloności; coraz więcej pieśni rozbrzmiewało dokoła. Dwór w Orłowej Woli zawsze bywał jakiś posępny; teraz też, choć wiosna jaśniała w całej sile, był on jeszcze smutniejszy niż dawnemi czasy. Cały ten wspaniały gmach zajmowała teraz panna Leontyna, jedyna spadkobierczyni Kornela Strojomirskiego. Po starcu pozostało bardzo dużo pieniędzy, ludzie mówili: „jak lodu,“ i ziemi szmat ogromny pozostał, ziemi czarnej, urodzajnej, obrosłej pięknem zbożem lub bujnemi lasami. A przecież Tynia w świat się nie rzuciła, nie pojechała za granicę, lecz w towarzystwie dalekiej swej krewnej, poważnej już matrony, spędzała życie w tym posępnym pałacu.