Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— W tym pniu miał miejsce wybuch prochu przed kilku dniami, znać to jeszcze wyraźnie, a nawet czuć z każdej rzeczy. — To mówiąc, podawał Kukułce różne przedmioty do wąchania. — Zapachem spalonego prochu jest i dąb cały przesiąknięty.
— Ale zkądże się wzięły te wilki opalone na karkach? — zapytał ktoś z boku.
— Wilki oblegały człowieka w dębie, a on bronił się przed nimi ogniem; walczył bronią, od której sam zginął — mówił pan dzierżawca. — Patrzcie tylko, wiele tu musiało być tych bestyj, ile śladów zębów pozostawiły one na drzewie!... A z tego oto okienka oblężony wyrzucał na wilków zapalone szmermele z żywicy i prochu. — Tu ukazał palcem okienko w dębie. — Cóż dziwnego, że się wilki popiekły, że wreszcie dąb się zajął?... To też z całej bandy łotrów tylko tych kilku chorych pozostało jeszcze dzisiaj w dębowym starodrzewie; one się tu ukryły, ażeby ich zdrowe nie zjadły... Dlatego na dzisiejszej obławie zabijaliśmy opalonych wilków.
Wszyscy słuchali z zajęciem opowiadania znanego myśliwego, a on tak dalej ciągnął:
— Gdybyśmy tylko zmietli z wierzchu warstwę śniegu, który może ze trzy razy spadał od czasu, jak cała ta przygoda miała miejsce, przekonalibyśmy się lepiej jeszcze o tem, co tu zaszło.
Niektórzy pochwycili gałęzie i poczęli w różnych miejscach śnieg odgarniać. Jakoż ukazały się krwawe plamy, znajdowano wilcze kudły i obgryzione kości.
— Same się zjadały! — powiedział Kukułka. — Dobrze stary mówił, że cała banda poszła pod Łabędziowe Stawy, a jutro Bóg wie, gdzie one już będą...
Następnie pan dzierżawca z Gązwów zajął się uważnem oglądaniem spalonego człowieka; i znów także spostrzegł on to, czego dotąd nikt z obecnych nie zauważył. Mianowicie też trup miał na palcu pierścień, nieznaczny z tego powodu, ponieważ był