Strona:PL Wiktor Gomulicki - Wspomnienia niebieskiego mundurka.djvu/229

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    uśmiech powstrzymując, udzielił mu absolucyi, przyczem i nauk moralnych nie poskąpił.
    — Kto ma odwagę, panie święty, zrobić głupstwo, nie powinien uciekać tchórzliwie przed jego skutkiem. A najlepiej: głupstw nie robić.
    Pogłaskał go po głowie i dodał:
    — Za karę, rybko, pozwalam ci dziś zjeść tylko pół kwarty gruszek, i to »mączystych«.
    Gdy już chłopiec był na korytarzu, wychylił się za nim i dał mu wielką, soczystą »sapieżankę«.
    — Zjesz to jutro. A pamiętaj, rybko panie święty, nie pchać się nigdy tam, gdzie cię nie proszą.
    Ostatni nakaz dla Sprężyckiego najcięższy. Gdyby chciał ściśle go wypełniać, jakże fatalnie zacieśniłoby się pole jego wrażeń i spostrzeżeń!
    Wszakże nikt nie »prosi« go na wieżę Benedyktyńską, na dzwonnicę Farską, do leśnych gąszczów, do rzecznych otchłani, między zboża falujące na polach, między kwiaty płonące na łąkach — ani do ogrodów, ani do bibliotek, ani na tłumne odpusty, ani na uliczne zbiegowiska — a jednak wszędzie on tam być musi, ciągniony siłą nieprzepartą, instynktową, która mówi mu, że tylko w ten sposób pozna ludzi, życie, przyrodę, nauczy się być zupełnym, wszechstronnie rozwiniętym człowiekiem...
    Bezpośrednio po nauce otrzymanej od prefekta, Sprężycki próbuje walczyć z jedną pokusą, nie dającą mu od pewnego czasu spokoju. Chciałby ko-