Przejdź do zawartości

Strona:PL Wiktor Gomulicki - Wspomnienia niebieskiego mundurka.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

przekonywa się niebawem, że wszyscy w szkole o nieboszczykach wiedzą, i że to nikomu apetytu do wody nie psuje. Miałże-by okazać się mniej odważnym i wybredniejszym, niż ogół kolegów?
Tradycya, pokoleniom przez pokolenia przekazywana, twierdzi, że źródło zasilające pompę, wytryska w podziemiach kościelnych, gdzie od kilku stuleci chowają zmarłych zakonników. Chowają zaś nie w zamkniętych trumnach, lecz poprostu na gołych deskach, z kamieniem pod głową...
Ten i ów ze starych uczniów »zaklina się«, że widział wypływające z wody kawałki ciała ludzkiego.
— Jak Bozię kocham... widziałem raz kawałek palca... wyraźnie wam powiadam: palca... Może nie wierzycie?...
— Co nie mamy wierzyć!... — przytwierdza drugi. — Mnie zdarzyło się jeszcze lepiej, jak matkę kocham. Pompuję ja raz, pompuję, pompuję — woda ani rusz, nie chce lecieć. Spociłem się, zziajałem — a tu ani kropli. Naraz jak buchnie... Coś upadło na kamienie. Schyliłem się, patrzę, palec trupi, jak kość bielusieńki, a na palcu — sygnet.
— Wziąłeś go?...
— Jakiś ty głupi! Takie rzeczy brać — grzech! I nie tylko grzech, ale strach. Potem nieboszczyk spokoju nie daje, nadchodzi w nocy, tarmosi i krzyczy: »Oddaj, coś zabrał!«...
— Cóżeś zrobił z sygnetem?
— I sygnet i palec zakopałem pod krzyżem na