Strona:PL Wells - Kraina ślepców (zbiór).pdf/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzyściach smarowania chleba masłem kokosowem. Ludzie ci uparcie obstawali przy skażonem szkodliwem odżywianiu. Żądali mięsa, żądali alkoholu, domagali się narkotyków do palenia. Zdawałoby się, że górale, żyjący w stałem zetknięciu z naturą, będą chcieli pożywienia naturalnego: protozy, plobozy, dygestyny i witaminy. Nigdy w życiu! Oni właśnie pragnęli wynaturzenia. Kiedym mówił o piciu czystej wody, jeden z tragarzy splunął ostentacyjnie i symbolicznie do przepaści. Od tej chwili wycieczka odbywała się pod znakiem niezadowolenia.
Ruszyliśmy coś około pół do jedenastej, po nieudanym wysiłku pierwszego przewodnika, aby zawrócić nas zpowrotem. Mieliśmy przed sobą to, co się pospolicie nazywa najtrudniejszą partją wejścia na Mörderberg — krawędź, prowadzącą wgórą do pól śniegowych, poniżej szczytowego grzebienia. Ale tutaj dostaliśmy się w ciąg ciepłego powietrza, wiejącego od południo-zachodu, i wszystko działo się, jak twierdził przewodnik, niezwykle. Zazwyczaj krawędź pokryta jest lodem, przylegającym szczelnie do skały. Dzisiaj było tam miękko i mokro; nogi zagłębiały się po kostki i z łatwością można było wyczuć pod butami skałę.
— Stąd właśnie spadła wycieczka pana Tomlinsona — powiedział jeden z tragarzy, kiedyśmy już od jakich dziesięciu minut zaufali tej krawędzi.
— Są tacy, którzy potrafią spaść z łóżka — odrzekłem.
— To wszystko zamarznie, nim wrócimy — rzekł drugi przewodnik — a my nie będziemy mieli nic w żołądku, poza tym przeklętym imbirem.
— Naciągnijcie lepiej linę — odpowiedziałem.
Jakaś przyjacielska listwa skalna okazała się mateczce szczególnie pomocną, właśnie w chwili,