Strona:PL Wells - Kraina ślepców (zbiór).pdf/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

się silnie i wtedy sylweta skurczonego człowieka znikła nagle. Kapelusz zleciał mu z głowy, odsłaniając twarz ohydną, a ciało jego obsunęło się, potoczyło i znikło za burtą.
— Caramba! — wrzasnął Gerilleau i rzucił się na spotkanie Holroydowi.
Anglik był właśnie w połowie drabinki sznurowej.
— Widział pan? — zawołał kapitan.
— Trup — odrzekł Holroyd. — To jasne. Dobrze-by było posłać łódź dla zbadania sytuacji. Coś tam jest nie w porządku.
— Czy pan... na miłość boską... widział jego twarz?
— A cóż takiego?
— To była twarz — ach! — nie znajduję słów.
Kapitan nagłe odwrócił się od Holroyda i począł energicznie wydawać rozkazy.
Kanonierka zawróciła i poczęła dążyć równolegle do barki; spuszczono szalupę z porucznikiem da Cunha i z trzema ludźmi. Ciekawość skłoniła kapitana do przysunięcia kanonierki na najbliższą odległość do barki, na którą właśnie wchodził porucznik, tak, że Holroyd mógł widzieć całą „Santa Rosę“, od pokładu, aż po dno.
Najwidoczniej załoga składała się tylko z tych dwóch zmarłych ludzi i choć trudno było dostrzec ich twarze, zaciśnięte i pogryzione ręce — świadczyły, że podlegali procesowi jakiegoś szczególnego rozkładu. Przez chwilę przyciągały uwagę Holroyda te dwa zagadkowe tłumoki zbrukanego ubrania i rozprężonych członków ludzkich, poczem wzrok jego skierował się na dno barki, napełnione spiętrzonemi kuframi, paczkami, i zatrzymał się wreszcie na małej otwartej kabinie, opustoszonej w nie-