Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Wypuścił gazetę z ręki i zapatrzył się przed siebie.
— Nie, ono nie jest zmyślone — rzekł po chwili.
Znów wziął gazetę i jeszcze raz odczytał całą rzecz.
— Ale skądże się wziął włóczęga? Po co, u dyabła, ścigał włóczęgę?
Usiadł na kanapce chirurgicznej.
— Nietylko jest niewidzialny — szepnął — ale i obłąkany w dodatku! Morderca!
Gdy brzask zaczął mieszać swe blade światło z płomieniem lampy i dymem cygara w pokoju jadalnym, Kemp nieustannie jeszcze chodził wielkiemi krokami, usiłując zrozumieć rzecz niepojętą.
Zanadto był wzburzony, aby spać. Służący, schodzący na dół, zaspani jeszcze, znaleźli go ubranego i sądzili, że zbyt gorliwe studya przyprawiają go o bezsenność. Wydał im niezwykłe, lecz wyraźne polecenie nakrycia do śniadania na dwie osoby i pozostania w suterenach i na parterze. Potem zaczął znowu chodzić po jadalni, aż do czasu przyniesienia pism porannych. Ale nie znalazł nic nowego, tylko potwierdzenie wczorajszych wieczornych zdarzeń i bardzo nieudolny opis innego zdumiewającego zdarzenia w Port Burdock. Opowiadanie to dało Kempowi poznać istotę zdarzeń w zajeździe pod „Wesołymi krokieciarzami“ i zapoznało go z nazwiskiem Marvela. — Zmusił mnie do pozostawania z sobą przez dwadzieścia cztery godziny — świadczył Marvel. Kilka mniejszej wagi faktów dodano do opowiadania o Iping, a mianowicie wiadomość o przecięciu drutów telegraficznych we wsi. Ale nic nie było tu takiego, coby mogło rzucić światło na