Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stosunków, bo to nas nudzi. Żaden z nas niema nic takiego, coby mógł stracić. Ponad rozpacz i szczęście jesteśmy jednakowo bezmiernie wzniesieni. Jesteśmy z siebie zadowoleni, — oto wszystko! — Żyjącymi pogardzamy niewypowiedzianie, zaledwie że mamy dla nich litość. Bawią nas swoimi czynami, bo jako żyjący, właściwie, nie są godni litości. Uśmiechamy się wobec ich tragedji — i robimy uwagi. — Podaj mi rękę! Gdy mi podasz rękę, zaśmiewać się będziesz z uczucia, z którem mi rękę podajesz...

MELCHJOR.

Czy ty się nie brzydzisz?

MAURYCY.

Na to stoimy za wysoko. Uśmiechamy się! — Podczas mego pogrzebu byłem w orszaku żałobnym. Bardzo się dobrze bawiłem. To jest wzniosłe Melchjorze! Wyłem jak nikt i przysuwałem się do muru, aby za boki się trzymać od śmiechu. Nasza nieporównana wzniosłość jest właściwie jedynym punktem widzenia, pod którym da się to błocko znieść... I ze mnie śmiano się, dopóki się nie wzniosłem.