Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WENDLA.

Ja już nic nie wiem, Bóg świadkiem. Leżeliśmy na sianie... Nikogo na świecie, prócz ciebie, mamo, nie kochałam.

PANI BERGMAN.

Moja ty pieszczotko...

WENDLA.

O mamo, czemuś ty mi wszystkiego nie powiedziała!

PANI BERGMAN.

Dziecko, dziecko, poco sobie nawzajem robić wyrzuty! Panuj nad sobą! Nie rozpaczaj, moje dziecko! Czternastoletniej dziewczynie to powiedzieć! Widzisz, prędzej bym się spodziewała, że słońce zagaśnie. Nie postąpiłam z tobą inaczej, jak moja dobra, kochana matka postępowała zemną. O miejmy ufność w Bogu, Wendlo; wierzmy w jego miłosierdzie i róbmy co do nas należy! Widzisz, jeszcze nic się nie stało dziecko. A jeśli nie będziemy małoduszni, to nas i dobry Bóg nie opuści. — Bądź odważną, Wendlo, bądź odważną!..
Czego, czego tak drżysz?

WENDLA.

Ktoś puka.