Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Widzę przyszłość szarą, pełną chmur — jeszcze tego brakowałoby, abym i ciebie stracił.

PANI GABOR.

Ja go już więcej nie ujrzę, już go więcej nie ujrzę. On nie znosi pospolitości. On nie zniesie brudu. On złamie przymus, straszny przykład ma przed oczami!
A jeśli go ujrzę — Boże, Boże — to wiośniane, radosne serce — jego śmiech wesoły, wszystko, wszystko, — jego dziecinne zdecydowanie do walki za piękno i dobro — o, ta zorza poranna jasna i czysta, którą pielęgnowałam w jego duszy jak moje najwyższe dobro... Mnie ukarz jeśli złe wymaga pokuty. Mnie ukarz. Moją jest wina. Ale zdejm twą straszliwą rękę z dziecka.

PAN GABOR.

On popełnił występek.

PANI GABOR.

On nie popełnił występku.

PAN GABOR.

On popełnił występek. — — Dałbym wszystko za to aby ci tego oszczędzić. — Dziś zrana przyszła do mnie kobieta, z tym