Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROBERT.

Przecież ja miałem sznur w ręku! — Nie widziałem jeszcze nigdy powieszonego, któregoby nie nakryto.

JERZY.

Już gorzej skończyć nie mógł.

JAŚ RILOW.

Tam do djabła, powieszenie ma być bardzo przyjemne!

OTTON.

Właściwie, winien mi jeszcze 5 marek. Założyliśmy się. Przysiągł, że się nie zetnie.

JAŚ RILOW.

Ty jesteś winien, że go niema. Tyś go nazwał pyszałkiem!

OTTON.

Tra la la, ja też muszę dukać po nocach. Żeby się nauczył greckiej literatury, nie potrzebowałby się wieszać!

ERNEST.

Czyś napisał ćwiczenie, Ottonie?

OTTON.

Dopiero mam wstęp.