Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ILZA.

Na ciepłe kozie mleko! — Utrefię ci loki i zawieszę ci dzwoneczek na szyi. — Mamy także źrebaczka z którym się możesz pobawić.

MAURYCY.

Muszę już wracać. Jeszcze mam Sassanidów, historję świętą i parallelepiped na sumieniu. Dobranoc ci Ilzo!

ILZA.

Śpij spokojnie!... Czy chodzicie jeszcze do wigwamu, gdzie Melchi Gabor zakopał mój tomahawek?... Brr, zanim na was kolej przyjdzie, ja leżeć będę na śmietniku. (Odchodzi szybko)

MAURYCY (sam)

— — — — — Żebym był słowo wymówił. (Woła) — Ilzo! — Ilzo! — — Bogu dzięki, już nie słyszy.
— Nie jestem usposobiony. Do tego trzeba swobodnej głowy i lekkiego serca. Szkoda, szkoda okazji!
.....powiem, że miałem wspaniałe kryształowe lustra nad mojem łóżkiem, że tresowałem nieokiełznaną dziką źrebicę, że jej kazałem w czarnych jedwabnych pończochach i czarnych lakierowanych