Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dobranoc, Ilzo. Jesteś piękną jak śpisz, zabójczo piękną!

MAURYCY.

Czy ten Henryk żyje jeszcze?

ILZA.

Dalibóg nie wiem! — Kiedy jednego dnia poszedł po absynt, zarzuciłam płaszcz i wykradłam się na ulicę. Karnawał skończył się; policja mnie chwyta: „co robię w męskich sukniach?“ — Prowadzą mnie na odwach. Tam przyszli Nobl, Ferendorf, Padinski, Spiler, Oikonomopulus, cała paczka i zaręczyli za mnie. W dorożce przewieźli mnie do pracowni Adolara. Odtąd jestem tej bandzie wierną. Ferendorf jest małpa, Nobl jest świnia, Bojokiewicz puchacz, Loison hyjena, Oikonomopulus wielbłąd — pomimo to, kocham ich wszystkich razem i każdego zosobna, z nikim nie chcę się złączyć, choćby świat cały składał się z archaniołów i miljonerów.

MAURYCY.

Muszę wracać, Ilzo.

ILZA.

Odprowadź mnie do domu.

MAURYCY.

Po co? — po co? —