Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że ją potem opuścił, w moich oczach nie zasługuje na karę. Małgosi mogłoby dla mnie nawet serce pęknąć z żalu. — Patrz, jak zaraz każdy na to zwraca uwagę, jakby się świat cały wyłącznie dokoła tego obracał.

MAURYCY.

Mówiąc szczerze, Melchjorze, mam właśnie to uczucie od czasu, jak przeczytałem twoje wypracowanie. — W pierwszych dniach wakacji trzymałem w ręku Pletza, twój rękopis wypadł z książki. Zaryglowałem drzwi i przebiegłem oczami ogniste słowa, zdawało mi się, że pędzę przerażony przez las gorejący, przez zamknięte powieki widziałem płomienne zgłoski. Twoje wyjaśnienia dźwięczały mi w uszach niby szereg mętnych wspomnień, niby pieśń nucona w dziecięcych latach swobodnie i zasłyszana z ust cudzych na łożu śmierci! — Najwięcej rozrzewniło mię to, coś napisał o dziewczynie. Nie mogę się opędzić tym wrażeniom. Wierzaj, Melchjorze, ofiara gwałtu, musi doznawać wiele więcej przyjemności, aniżeli ten, co gwałt zadaje. Uczucie, którego doznaje wówczas niewinna dziewczyna, wydaje mi sie szczytem ziemskiej rozkoszy.