Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/051

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Akt II.


SCENA PIERWSZA.


(Wieczorem w pokoju Melchjora. Okno otwarte, na stole pali się lampa. — Melchjor i Maurycy siedzą na kanapie)


MAURYCY.

Teraz się orzeźwiłem, jestem tylko cokolwiek podniecony. — Ale na lekcji greckiego spałem, jak pijany Polyphem. — To dziwne, że mnie stary Zungenschlag nie wytargał za uszy. — Dziś z rana o mały włos byłbym się spóźnił. — Pierwszą mą myślą po obudzeniu były czasowniki na „mi“. — Do stu piorunów, podczas śniadania i przez całą drogę konjugowałem, aż mi się w głowie mąciło. Wkrótce po trzeciej, musiałem się zdrzemnąć. Pióro wypadło mi z ręki na książkę i poplamiło ją atramentem. Lampa