Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WENDLA.

To nieprawda, Melchjorze. Ale choćby tak było, tem chętniejbym do nich chodziła.

MELCHJOR.

Jakto, tem chętniej Wendlo?

WENDLA.

Tembardziej poszłabym. — Wtedy jeszcze przyjemniej byłoby mi, żebym mogła ich wspomagać.

MELCHJOR.

A więc chodzisz do biednych dla swojej przyjemności?

WENDLA.

Chodzę do nich, bo są biedni.

MELCHJOR.

Ale gdyby ci to przyjemności nie sprawiało, tobyś nie chodziła.

WENDLA.

Cóżem ja winna, że mi to sprawia przyjemność?

MELCHJOR.

A przecież za to oczekuje cię niebo. A więc to słuszne, co mi od miesiąca nie daje spokoju! — Cóż winien skąpiec, że nie lubi chodzić do chorych, brudnych dzieci?