Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


MELCHJOR.

A niech cię wszyscy djabli...

LEMERMAJER.

Żeby tylko jego djabli nie wzięli!

JERZY.

Prawdopodobnie rektor zostawił klucz.

ROBERT.

Albo też Maurycy Stiefel posiada wytrych.

OTTON.

To mi na niego wygląda.

LEMERMAJER.

Jak dobrze pójdzie, odsiedzi on za to w niedzielę.

ROBERT.

I otrzyma złe świadectwo.

JAŚ RILOW.

Otoż i on.

MELCHJOR.

Blady jak płótno.

(Maurycy wchodzi w najwyższem podnieceniu).
LEMERMAJER.

Maurycy, Maurycy coś ty zrobił?