Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WENDLA.

Czemże cię bije Marto?

MARTA.

Czasem zdaje mi się, że ulżyłoby im, gdyby się pozbyli takiego nieudanego dziecka.

TEA.

Ależ dziewczyno!

MARTA.

Czy tobie również nie wolno było przewlec karczka u koszuli niebieską wstążką?

TEA.

Ja mam różową atłasową! Mama utrzymuje, że przy moich czarnych oczach lepiej mi w różowej.

MARTA.

Mnie było ślicznie w niebieskiej! — Mama za warkocz wyciągnęła mnie z łóżka. Więc — upadłam na ręce na klepisko. — Mama modli się co wieczór z nami....

WENDLA.

Ja na twoim miejscu dawno byłabym uciekła w świat.

MARTA.

...Otóż to właśnie do czego zmierzam! — Ale ona chce zobaczyć — o, ona chce jeszcze