Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


go się tak boi Ewa i powiedziała do sekretarza Mr. Labourdamonla:
— Elle est un peu folie, mais ce grain de folie est le meilleur de l'art.
Nazajutrz hr. Maidanow złożył wizytę i przyjąć go musiano.
Po hołdzie konwencjonalnym, do którego go uprawniało urodzenie, odwzajemniał się hołdem osobistym i szczerym.
Mówił rozwlekle, z trudem jakby i niedbalstwem zarazem dobierając słów. Często urywał w pół zdania znudzony i marszczył czoło. Dwie pionowe zmarszczki nadawały zresztą, twarzy jego stałe ponury wyraz. Uśmiech jego zaczynał się od skurczu warg, a tonął, jakby z porażenia mięśni, w szorstkiej, bezbarwnej brodzie.
Bez ogródek zmierzał do istotnego celu. Zazwyczaj jednak zarazem, występując osobiście, chciał dać osobie pożądanej dowód łaski.
Początkowe oszołomienie tancerki sprawiło mu zadowolenie. Strach w ludziach budził jego sympatję. Zakłopotał się jednak zaraz wobec niedomyślności i chłodu Ewy, słuchającej jego uprzejmych propozycyj. Otępiał, wydał znudzonym i poprosił o pozwolenie zapalenia papierosa.
Mówił o Paryżu, o posadzie w operze, potem umilkł i siedział, jakby miał całą wieczność przed sobą. Gdy w końcu powstał dla pożegnania, zdawało się, że śpi idąc.
Aż do wieczora chodziła Ewa po pokoju skrzyżowawszy ramiona. W nocy chwytała książki, nie czytała ich jednak, roztrząsała rzeczy zgoła obojętne, zadzwoniła na Zuzannę, by ją dręczyć, napisała list do