Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


honoru i kawalerem, skoro puściłaś się z nim na jakie bezdroża. Czem jest teraz, nie badajmy bliżej. Pozostała mu tylko bezwzględna dyskrecja, ale poza pewną granicą, nad laką dyskrecją chwieje głową człowiek uczciwy, a cnota wygląda na nikczemność. Voila!
— Wszystko co mówisz jest dla mnie zagadką, — odparła pani Febronius, łonem znużenia, — a nie mam ochoty rozwiązywać jej. Uczyniłam ci tylko zwierzenie, które zachowaj dla siebie, a użyj go wówczas dopiero, gdyby szlo o usunięcie nieszczęścia, albo przysługę dla Letycji. Nie wiem, wprawdzie jak się to stać może, rada jestem atoli, że prócz mnie i lego człowieka, ktoś jeszcze zna całą prawdę.
Hrabina spojrzała w zadumie na chorą siostrę.
— Życie twoje nie było zgoła wesołe, Elo! — zauważyła.
— O nie, wesołe nie było! — odparła pani Febronius.
Przez kilka dni następnych czuła się lepiej, potem
jednak przyszła recydywa beznadziejna i w połowie marca nastąpiła śmierć.
W tym czasie była hrabina od dawna już, bardzo daleko. Jak zawsze działała bez planu i na różne sposoby. Teraz jednak ulubionym jej celem było odnaleźć Crammona, stanąć przed nim z wiadomością, zemścić się, wyzwać i zdruzgotać, to znaczy odnieść triumf.
Często gdy była sama, albo nawet wobec zdziwionej panny Stöhr, marszczyło się nagle dziecięce czoło hrabiny, małe piąstki zwijały w kułak, wyszorowana do lśnienia twarz czerwieniała, a oczy, barwy niezabudek łyskały wojowniczo.