Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kach i natrafiwszy na coś interesującego siadał czytać, zapominając o czasie.
Salę bibljoteczną zalewała czerwień. Amadeusz układał właśnie na dębowym stole stosy książek wyjętych z polic.
— Pocóż pan to czynisz? — zapytał Krystjan z roztargnieniem.
— Książki te radbym spalić, o ile pan zezwoli, oczywiście! — odparł.
— Czemuż to? — zdziwił się.
— Pożądam takiego autodafe. To bezwartościowe śmiecie, ohydne brednie, zaraza wylęgła w pustych i leniwych głowach. Czyż nie czujesz pan jadu w powietrzu?
— Nic nie czuję! — zapewnił, coraz bardziej roztargniony. — Ale spal je pan, skoro to pana zabawi.
Amadeusz przyszedł do bibljoteki już o trzeciej i wydarzyło mu się coś niezwykłego. Grzebiąc po półkach, znalazł związaną sznurkiem paczkę listów, które widocznie, spadłszy poza książki, zostały zapomniane. Odczytał kilka wierszy pierwszego i zaraz buchnął ku niemu żar człowieczej duszy. Nie mogąc się powstrzymać, rozwiązał paczkę i wciśnięty w kąt, przebiegł listy rozgorączkowanemi oczyma.
Niektóre miały dale. Pisano je przed dwoma lały. Za podpis miały literę F. Przepajała je miłość bezgraniczna, oddanie, ubóstwienie, samozaparcie. Z każdego zwrotu, czy zdania, czy obrazu biła dzika, ale wonna, przeduchowiona fala czułości, bólu, szczęścia i tęsknoty Amadeusz wkroczył w świat inny, prawdziwszy od rzeczywistego, mimo że był on jeno poezją i wabił ułudnie.
Gdzież była teraz owa wymowna, świetna, porywa-