Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


maszyn. Uległ życzeniu kuzyna, ale nagle ogarnął go wstręt do lego świata utworzonego z dymu, kurzu, potu i żelaza. Nie chciał wysiąść i kazał szoferowi przyspieszyć tempo.
Usłyszał teraz ów śpiew piekielny, towarzyszący hukowi młotów i tętnieniu kół. Słyszał wyraźnie grzmoty, gwizdy, syki, krakanie i pukanie. Ujrzał mijające ich w przelocie kuźnie, walcownie, pompy, stalownie, miechy, piece topne, odlewarnie i kotłownie. Wszędzie tysiące uczernionych twarzy, ród podobny do ludzkiego, uczyniony z węgla, owiany białymi, lub czerwonymi błyskami. Księżyce elektryczne wisiały w powietrzu, wozy, podobne do karawanów wsiąkały w fioletowy mrok. Mieszkania, z pozoru dostatnie, a beznadziejnie smutne, łaźnie, czytelnie, domy zebrań, żłóbki, szpitale, przytułki dla niemowląt, sklepy, kościoły i kina. A wszystko miało cechę przymusu, niewolnictwa, tandety strojnej, szkaradnej, najszkaradniejszej pod słońcem, czegoś co groźne, a spętane i uszminkowane.
Kuzyn Friesen wydawał okrzyki podziwu, ale Krystjan odetchnął swobodnie dopiero na pustym gościńcu, gdy auto uciekało w panicznym strachu przed płomiennem widziadłem.
— Nie byłeś już lam polem? — spytał Albrecht Wahnschaffe.
— Nie byłem.
Milcząc, stali naprzeciwko siebie. Albrecht chwycił Freję za obrożę i powiedział z wyraźnym wysiłkiem:
— Namyśl się dobrze. Masz czas. Nie nalegam, mogę zaczekać. Zważ okoliczności i wniknij w siebie, a dojdziesz do wniosku, że pragnę szczęścia twego. Nie odpowiadaj teraz, a zawiadom mnie o postanowieniu swem dopiero po wszechstronnem rozważeniu sprawy.