Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jaźń, sztuka, natura, nie istnieją dla mnie niemal. Spędziłem życie, jak górnik w swym szybie. I cóżem zyskał? Oszuści ludowi karmią masy bajką bezczelną, że my to właśnie jesteśmy wampirami, pijącymi krew uciskanych. Ci zatruwacze studzien nie znają, lub znać nie chcą wstrząśnień, cierpień i braków naszych, o których spokojny niewolnik zarobku nie ma pojęcia.
Freja przytuliła się bardziej jeszcze do Krystjana, polizała mu rękę i wzniosła oczy, błagając kornie o spojrzenie. Ta milcząca tkliwość zwierzęcia była mu miłą. Zmarszczył czoło i rzekł lakonicznie:
— Jeśli tak jest i tak czujesz, ojcze, pocóż pracować masz dalej?
— Istnieje, o ty leżący na puchu, istnieje przywiązanie do rzeczy i wierność! — powiedział Albrecht Wahnschaffe, a jego blado niebieskie oczy zabłysły gniewnie. — Byle chłop przywiązany jest do zagona, który uprawia w pocie czoła. Gdym rozpoczynał, kraj nasz był biedny, teraz jest bogaty. Nie powiem, że osobista działalność moja stanowi dużą wartość w stosunku do całości, w każdym jednak razie musi być objęta rachunkiem. Jest ona przejawem naszego rozwoju, młodocianej siły i powodzenia gospodarczego. Teraz zaliczamy się do narodów wielkich i mamy własną postać, oraz wyraz twarzy.
— Słuszne jest wszystko, coś powiedział, ojcze, — odparł Krystjan — ja jednak nie rozumiem tego. Pod tym względem jestem wybitnie źle zorganizowany.
— Przed dwudziestu pięciu laty — ciągnął dalej Albrecht, nie zważając na uwagę syna — przypadłby ci był los zarabiania na życie. Dziś jesteś potomkiem i dziedzicem moim. Pokolenie twe ma przed sobą świat i czas odmienny. Przypięliśmy wam skrzydła do ra-