Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/337

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


o Krystjanie, zbladła i rzuciła w stronę schodów spojrzenie, wzywające ratunku. Zaraz jednak uśmiechnęła się.
— Tak, chcę widzieć Krystjana! — rzekła nagle z zupełna swobodą, takło znaczy to, że umyślnie w tym celu przybyła.
— A cóż ze mną będzie? — spytał. — Nie zważa na mnie pani, widzę. Możebym mógł w czemś dopomóc. Moglibyśmy się przejść potrosze. Tyle jest rzeczy do omówienia...
— Do omówienia? — zdziwiła się, marszcząc brwi w poczuciu bezbronności. Chcąc się go w sposób grzeczny pozbyć, przyrzekła napisać. Ale zaraz pożałowała tych słów. Każdą obietnicę brała serjo. Odczuła dziwne napięcie i upadek woli, które w niej aż do chorobliwości wywoływał ten człowiek.
Voss wrócił do domu autem, dumając uparcie nad zagadką, czy Joanna była kochanką Krystjana. Kwestja ta stała mu się niezmiernie ważną od chwili kiedy ją ujrzał. Szło tu o posiadanie i niemożność jego, o prawdę i oszustwo. Wyciągał wnioski, rozpłomieniające jego zmysły, roztrząsał możliwości decydujące o całem życiu.
Wyobraził sobie rysy Joanny, studjował ich pismo tajemne, rozdrabniając się w argumentach i sztuczkach krętackiej sylogistyki. A wszystko to grawitowało do jednego, ponurego punktu. Czuł wyraźnie, że idzie wielka burza, jakiej nie przeżył dotąd i że nastąpi wielkie pogorszenie sytuacji.
Nazajutrz po kąpieli miał siadać do śniadania, gdy mu powiedziała służąca:
— Panna Engelschall czeka w salonie.
Pospiesznie wypił czekoladę i poszedł. Karen sie-