Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/328

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dobrze, byś pan, z kapitału bardzo zresztą wielkiego, który zwracasz ojcu, odciągnął pewną sumę, której procenty przeznaczyłbyś dla uwolnionych więźniów?
Proszę mnie wysłuchać do końca! — powiedział, widząc jego gest niechęci. — Kapitał ten, powiedzmy trzysta tysięcy, złożony w pewnych papierach, dalby około piętnastu tysięcy, czem da się już świetnie gospodarzyć. Panu tylko wolno będzie, poza procentami, brać z tych pieniędzy miesięcznie, lub kwartalnie tyle, by starczyło na życie. Dysponować procentami mogę tylko ja, lub mój następca. Wszystko to zabezpieczylibyśmy prawnie.
Cel jest tu podwójny. Dobry czyn i naturalny hamulec dla pana. Każdy lekkomyślny wydatek zagraża losom biedaków, każda wstrzemięźliwość przemienia się w promyk człowieczego szczęścia. Oto tama, oto linja moralna. Dwa, lub trzy lata dzielą pana od upragnionej niezawisłości, a przy stopie życia, jaką pan chcesz zachować, wydatek nie dosięgnie nawet dziesiątej części kapitału.
Jest to również problem, ale sądzę, że znęci pana możność wypróbowania sił swoich. Proszę wcale nie myśleć o celu humanitarnym. Wiem z listu pańskiego, że to pana razi. Mógłbym na rozlicznych przykładach dowieść, jak niezbędną i pilną rzeczą jest przeorać na nowo to właśnie królestwo dusz. Nie wątpię, że pozyskałbym serce pańskie dla mego celu, gdybyś mógł popatrzyć raz choćby, takiemu ocalonemu człowiekowi w oczy.
— Przecenia mnie pan pastor! — powiedział Krystjan uśmiechnięty, jak zawsze, dwuznacznie. Wszyscy, zawsze przeceniają mnie na tym punkcie a sądzę fał-