Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/325

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


19.

Pastor objął baczneni spojrzeniem izbę, ubogie, brzydkie meble, zadrukowane czułemi scenami story w oknach, nagie, bielone ściany, małą, mglisto świecącą lampkę, popękaną podłogę, wytartą skórę kanapy, szafę o rozłupanych drzwiach, ze stojącą na niej figurą gipsową.
Zdumienie go ogarnęło wielkie.
Figurę gipsową, wyobrażającą Garibaldiego w skrzydlatym kapeluszu kupił Krystjan niedawno od wędrownego Włocha.
— Jestem upoważniony ze strony ojca pańskiego oświadczyć, że jest, oczywiście, gotów spełnić wyrażone w liście życzenie! — rzekł pastor. — Czyż mógłby zresztą uczynić inaczej. Pozatem, nie potrzebuję chyba nadmieniać, że jest stroskany bardzo pańskiem postępowaniem, którego nie rozumie zgoła.
Krystjan odparł z pewnem zniecierpliwieniem:
— Przed kilku już miesiącami zapewniłem ojca, że niema najlżejszego powodu troski.
— Teraz, gdyś pan powziął decyzję, muszę zapytać, czy obrałeś jakiś zawód, któryby zabezpieczył życie.
Krystjan powiedział, że sposobi się, jak ojcu wiadomo, do zawodu lekarskiego, nie wie atoli, czy będzie doń zdolnym i uzyska konieczne środki.
— A z czegóż będziesz pan żył tymczasem? — spytał pastor. — Powtórzę tylko słowa ojca: — Czy zamierza żebrać? Żyć z jałmużny? Głodować? Zdać się na przypadek, lub przyjaciół? A może chce zejść na bezdroża, chwycić rzeczy zakazanych, by potem wrócić i prosić o to, co odrzucił? — Zaprawdę, nigdy nie widziałem ojca tak wzburzonym i słów równie namiętnych z ust jego nie słyszałem dotąd.