Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wyobraź sobie także, że wszystko zmarnotrawiłem, a spodziewane jeszcze kapitały są na szereg lat obłożone kondyktem. Wyobraź sobie, ojcze, żeś zubożał i z konieczności pozbawiłeś mnie środków materjalnych. Żyć muszę bez nich. Przyznaję, trudno to wyjaśnić komuś, kto nigdy nic czuł braku.
Bądź ojcze łaskaw objąć we własne ręce sumy, złożone w banku, jakoteż sumy, które wpłynęły dla mnie na zasadzie dotychczasowego stanu rzeczy. Wszystko to stanowi niezaprzeczalnie własność twoją, co zresztą podkreśliłeś, w naszej, zeszłorocznej rozmowie .
Jeśli ci, ojcze, nie na rękę korzystać osobiście z tego co zwracam, lub włożyć to w interes, każ budować ochronki dla sierot, czy podrzutków, szpitale, przytułki dla inwalidów, czy bibljoteki. Jest tylu na świecie nędzarzy, którym ulgę przynieść można. Mnie to całkiem nie interesuje, a nawet myśleć o tem nie chcę. Jest to wada mego charakteru, co szczerze uznaję, to też proszę, w danym razie nie czyń tego, ojcze, pod mojem imieniem.
Nie wiem — pisał w zakończeniu — czy ci zależy na tem, bym zachował dla ciebie serdeczną pamięć. Wyrzuciłeś mnie, może z serca i wyrzekłeś się. Jeśli jednak ma nas łączyć jeszcze nić jakaś, to nic odmawiaj mi, ojcze, swej pomocy w sprawie tak trudnej i prostej jednocześnie.
List ten pozostał bez odpowiedzi, ale po dniach kilku przyjechał do Krystjana pastor Werner, przyjaciel rodziny Wahnschaffe, a to zarówno z polecenia tajnego radcy, jak i własnego impulsu. Krystjan znał go od lat dziecięcych.