Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wem niezbite dowody, że nie jest jego metresą. Zresztą od początku przypuszczenie to uważałem za głupstwo. A więc jakże go opanowała i w jakim celu? Chyba sztuczkami djabelskiemi.
Nie plotę bynajmniej głupstw, szanowna Pani. Spoglądałem sam nieraz głęboko w przepastną otchłań mechanizmu świata i wiem, że dusza człowiecza biedna, czy bogata, wyposażona jest niezliczonemi zdolnościami i możliwe są przemiany jej, o których normalnie brak nam pojęcia. Czyż znamy choćby wpływ i siłę gwiazd, lśniących ponad nami? Żądne władzy demony żyją gdzieś, w zakrytych oczom naszym przepaściach ziemi. Pomówimy na ten temat osobiście, mam nadzieję i proszę to proroctwo traktować jako dowód, na to com powiedział.
Otóż, niesamowicie mi jakoś teraz było w tych pięknych pokojach. Nocami nastawiałem ucha, by pochwycić szmery z tamtej części mieszkania. Przezwyciężając obawę, rozmawiałem z Karen, która była niemile gadatliwą, tak że nie szczędziłem jej wzgardy. W obecności Krystjana zapadała w głuche otępienie i wydało mi się, że go zdobywa tem właśnie bezwzględnem poddaniem się. To ostateczne wynędznienie, mogło oddziaływać na przesyconego świetnością światowca.
Jąłem poszukiwać najdrobniejszego bodaj śladu uroku, czy dawnej, a zniszczonej piękności, czegoś, coby mogło pociągnąć, bodaj zbrodniczo i perwersyjnie. W celu podchwycenia tajemnicy, udałem, że wierzę w zmianę duszy, w pokutę i nawrócenie. I cóż się okazało. Znalazłem dziką, oplugawioną, zuchwałą, zezwierzęconą, ociężałą, bezkształtną kreaturę.
Zadrżałem. Nie zbyt odległym był czas, kiedy sam wyzwoliłem się z błota. Zbyt wiele ucierpiałem ze stro-