Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Kuratela nie mogła zmyć hańby, ale koniecznem było wkroczyć, opanować, zapobiec i utaić.
— Czy obcuje jeszcze z kimś innym, podejrzanym? — wykrztusił ze ściśniętego gardła.
— Nie! — odparł detektyw. — Oczywiście wspiera różnych biedaków w domu, czy na ulicy i rozmawia z nimi. Pilnie uczęszcza na wykłady i pracuje także w domu. Ale trzyma się zdala od kolegów, którzy nań patrzą z zaciekawieniem. Przed dwoma dniami był u niego pan v. Thüngen, który stanął w Hotel de Rome. Nie wiem jeszcze, czy wizyta owa miała jakieś skutki.
Tajny radca nachmurzył się i rzekł:
— Zakupiłem cały nieruchomy i ruchomy majątek mego syna, a sumę ogólną, trzynaście i pół miljona przekazałem do Banku Państwa. Brak mi środków legalnych dla skontrolowania w jaki sposób odbywa się użytkowanie tego kapitału. Czy wydatkowane są tylko procenty, czy może ubywa samego majątku i w czyje to idzie ręce. Zależy mi bardzo na tych informacjach.
Na wzmiankę o miljonach, dreszcz szacunku przejął Girkego. Skulił się i spytał dla dokładności:
— Czy synowi pana radcy, poza ową sumą trzynastu i pół miljonów przypada jeszcze jakaś renta roczna?
Wahnschaffe potwierdził skinieniem.
— Firma płaci ją w ratach kwartalnych, do filji Banku Drezdeńskiego.
— Pytam dlatego tylko, by zdać sobie sprawę z sytuacji! — rzekł Girke. — Wobec tak potężnych środków, postępowanie pana Krystjana Wahnschaffe jest niezmiernie dziwne. Jada w małych garkuchniach i nie używa nigdy auta, czy dorożki. Rzadko wsiada w tram-