Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dował je pewien bogaty hodowca bydła Niemiec, a uczony profesor, wraz z dwu asystentami, badali dniem i nocą niebo. Letycja nieraz chciała zwiedzić gmach, ale Stefan nie pozwolił. Teraz postanowiła spotkać się tam z Fryderykiem Pestelem.
Wieża obserwacyjna, jako przytułek dla zakochanych było to coś, co Letycję zachwycało, czyniąc pochopną na każde ryzyko. Umówiono dzień i godzinę, a okoliczności sprzyjały.
Ricardo i Paolo wyruszyli na łowy, Demetrjusza wysiał ojciec do farmy na północ położonej, starzy spali, Trzeba było jeszcze tylko okpić Esmeraldę. Na szczęście rozbolała ją głowa i za poradą Letycji położyła się do łóżka.
Mrok zapadał. Letycja przywdziała lekką, jasną suknię, w której mogła także jechać konno. Nic sobie bowiem nie robiła z ciąży swojej. Pozornie bez celu spacerując, wyszła z estancji i udała się prosto do aleji palmowej, gdzie na nią czekał mały Indjanin z dwoma kucykami.
Miłą była przejażdżka po bezkreśnej równi. Zachód czerwienił się jeszcze, ukazując zarysy pasma wzgórz. Susza dokuczała, od dłuższego czasu nie padał deszcz, toteż na ziemi widniały rozliczne szczeliny i pęknięcia. Setki barreras, czyli łapek na szarańcze rozstawiono po polach, a wielkie, trzymetrowe doły, pełne były tych owadów.
Zanim dotarli do wieży, zapadła ciemność. Gmach wyglądał, jak orjentalna świątynia. Na podłużnem podmurowaniu wznosiła się ogromna kopula żelaznej konstrukcji, której część górną można było obracać dokoła pionowej osi. Okiennice były zamknięte i nigdzie niemal nie widzieli światła.