Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


się kładła ile razy miała, zdaniem swem, powód do gniewu.
Zapukał zlekka, prosząc o wpuszczenie. Wytrzymała go dobrą chwilę, by poczuł skruchę, potem otwarła drzwi. Polem raz jeszcze opowiedziała o swym bohaterskim czynie, on zaś słuchał z porywającem zaciekawieniem.
— Jesteś istnym skarbem — rzekł w końcu, gładząc jej dłoń i policzek.
Natomiast zdarzało jej się wydać na przedmiot pożądany sumę, dziwnie nieproporcjonalną do żmudnych oszczędności codziennych. Zobaczywszy na wystawie kapelusz, suknię, czy jakąś ozdobę, wchodziła i bez targu składała żądaną kwotę.
Pewnego dnia zaszedłszy do hali aukcyjnej natrafiła na licytację małej czarki w starowiedeńskim stylu. Był to przedmiot niepozorny, ale znawcy zachwycali się. Uwagę Judyty zwróciła nie sama czarka, ale wysokie oferty, stanęła do licytacji i pobiła współzawodników.
Wróciwszy w podnieceniu, pobiegła prosto do pracowni Lorma.
Siedział, wraz z Emanuelem Herbstem przy kominku i rozmawiali poufnie. Nie bacząc na obecność dyrektora, rozwinęła porcelanową czarkę i rzekła przystępując do męża:
— Popatrz Edgarze, co mi się udało złapać.
Lorm nie zaświecił dotąd. Lubił mrok rozjaśniony blaskiem kominka, chociaż była to tylko wielkomiejska imitacja płonących kłodzin drzewa. Ożywiona i rozradowana Judyta wyglądała powabnie w oświetleniu czerwonych połysków.