Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Utrzymanie, pokój, ubranie, książki... — wyliczał Voss jak kłoś, kto z uprzejmości jeno prosi, a właściwie żąda... — Urządzę się tanio.
— Przekażę ci dwa tysiące marek miesięcznie! — rzekł Krystjan z wyrazem niechęci. Martwiło go to zuchwałe żądanie pieniędzy. Jednocześnie zaś ciążył mu majątek, nie mógł oswobodzić rąk, odetchnąć głęboko, a brzemię to rosło coraz to bardziej.
Na stole, w czarce chryzolitowej leżała szpilka z wielką, czarną perłą. Voss, ciągle czegoś szukający palcami, wziął ją i podniósł pod światło.
— Chcesz ją mieć? — spytał Krystjan. — Weźże, weź. Nie lubię jej i tak wcale...
Po chwili wahania przystąpił Amadeusz do zwierciadła i słowa nie mówiąc, wpiął szpilkę w swój krawat, uśmiechając się dziwnie.
Krystjan zostawszy sam, długo dumał, potem usiadł i wystosował do swego zarządcy w Christiansruh, Borkowskiego, list takiej treści:
— Wielce szanowny Panie! Postanowiłem sprzedać Christiansruh, wraz z ruchomościami, dziełami sztuki, z parkiem, lasami i całym inwentarzem. Proszę pana o wyszukanie sumiennego i dzielnego agenta, któryby uzyskał korzystne oferty i podał mi je ewentualnie telegraficznie. Wobec pańskiej znajomości ludzi, wystarczy sądzę, jeden wyjazd do Frankfurtu. Bardzo mi zależy, by rzecz została możliwie bez rozgłosu załatwioną, a w każdym razie mowy niema o ogłoszeniach w prasie.
Potem napisał list drugi do zawiadowcy stajni wyścigowej w Waldleiningen, Schallera. Przyszło mu to z większą daleko trudnością, gdyż miał ciągle przed sobą ogniste oczy koni.